praca za granicą
Życie

Praca za granicą i sport — co naprawdę się da, czego nie

W tym artykule (6)
  1. Niemcy — Fitnessstudio na każdym rogu, ale klubowo trzeba szukać
  2. UK — drogie kluby, ale system online działa
  3. Norwegia — drogo, ale sport jest częścią kultury
  4. Agencje pracy a realność sportowa — czytaj między wierszami
  5. Co realnie tracisz, czego nie
  6. Przed wyjazdem — checklist, którą sam bym zrobił

Pracuję jako senior backend dev z Wrocławia i co kwartał ktoś z LinkedIna dzwoni z propozycją relokacji do Berlina, Monachium, Amsterdamu albo Oslo. Moja dziewczyna Kasia pół roku temu też dostała ofertę z UK — siedzieliśmy wtedy w sobotę przy kawie i robiliśmy bilans: tenis na Krzyckiej, ścianka w GravitON, znajomi, mieszkanie w starej kamienicy na Sępolnie, weekendy w Sudetach. Ostatecznie zostaliśmy. Ale dyskusja, którą wtedy odbyliśmy, była ciekawa nie ze względu na pieniądze, tylko ze względu na to, jak dużą część życia zajmuje sport — i czy da się go przenieść razem z laptopem. Tu masz to, co wiem od kolegów, którzy się zdecydowali, i co podejrzewam o sobie samym. Bez łukania.

Niemcy — Fitnessstudio na każdym rogu, ale klubowo trzeba szukać

Niemcy są chyba najprostszym scenariuszem, jeśli twoja codzienność to siłownia. Sieci typu McFit, FitX, Clever Fit mają abonamenty 20–35 EUR/mc, są otwarte 24/7 w większych miastach, a karnet bywa przepinany między oddziałami. Mój kolega z Lipska trenuje w McFit za 24,90 EUR i mówi, że jakość sprzętu jest porównywalna z średniej klasy klubem we Wrocławiu — Hammer Strength, Cybex, racki, sztangi olimpijskie z dobrego producenta.

Co jest trudniejsze, to wejście w sportowe kluby z drużynami. Niemiecki Verein to instytucja kulturowa — zapisujesz się formalnie, płacisz składkę roczną (40–120 EUR), masz prawo trenować, ale często musisz czekać sezon, zanim cię wezmą do reprezentacji ligi. Z tenisem łatwiej, bo prywatne korty w Niemczech wynajmiesz godzinowo (15–25 EUR/h zimą w hali), trenerzy są dostępni, język niemiecki w klubie pomaga, choć w dużych miastach po angielsku też się dogadasz.

UK — drogie kluby, ale system online działa

To temat Kasi, więc trochę naczytaliśmy się przed decyzją. PureGym i The Gym Group to dwie sieciówki, które oferują abonamenty od 16 do 30 GBP/mc, otwarte 24/7, bez umowy długoterminowej (rezygnujesz z miesiąca na miesiąc). Dla porównania prywatny Virgin Active to 70–90 GBP/mc — robi już różnicę. Jeśli pracujesz w Londynie i wynajmujesz pokój w second zone, dojazd do PureGym koło stacji metra masz w pięć minut. Sprawdza się.

Kluby tenisowe w UK funkcjonują na podobnej zasadzie co Verein w Niemczech — składka roczna 200–500 GBP daje dostęp do kortów. Wimbledon-the-club (czyli All England) jest niedostępny dla zwykłego śmiertelnika, ale lokalne LTA-affiliated clubs są wszędzie i bardzo otwarte. Z UK ciekawostka, której nikt nie mówi: parkrun — bezpłatne sobotnie 5K w niemal każdym mieście, fenomen, który urodził się tam w 2004 i rozszedł na cały świat. To najprostszy sposób, żeby od pierwszego weekendu po przeprowadzce poznać lokalną biegową sieć.

Norwegia — drogo, ale sport jest częścią kultury

Tu jest specyficznie. Sieciówki typu SATS, Fresh Fitness, Family Sports Club kosztują 500–700 NOK/mc (czyli 200–300 zł), co po przeliczeniu na zarobki Norwega jest analogiczne do polskiego abonamentu, ale jako Polak na delegacji przeżywasz lekki szok cenowy. Z drugiej strony — kraj jest dosłownie zbudowany pod sport. Friluftsliv, czyli „życie na świeżym powietrzu”, jest filozofią narodową. Każde miasto ma turstier (oznakowane szlaki), zimą skiløyper (trasy biegówkowe) prowadzone z ratusza w góry. Jeśli twoja praca jest w Stavanger, Trondheim albo Bergen, masz dostęp do trekkingów światowej klasy w godzinę po pracy.

Wspinaczka w Norwegii — temat osobny, kraj słynie z tras klasycznych w Romsdalen i Lofotach. Jeśli wspinasz się jak ja, weekendowo, masz dosłownie raj pod nosem. Tylko nakład sprzętu zimowego (puchowa, GORE-TEX, raki, czekan) — wchodzi z 4–6k zł, jeśli jeszcze nie masz.

KrajSiłownia (sieciówka)Tenis (kort godzinowy)Plus terenowy
Niemcy20–35 EUR/mc15–25 EUR/h halaCzarny Las, Bawaria, Saksonia
UK16–30 GBP/mcskładka roczna 200–500 GBPparkrun, Snowdonia, Lake District
Norwegia500–700 NOK/mc200–400 NOK/hfiordy, Lofoty, biegówki w sezonie
Holandia20–30 EUR/mc10–20 EUR/hkraj rowerowy, dystanse 50–100 km bez ruchu aut

Agencje pracy a realność sportowa — czytaj między wierszami

Jeśli rozważasz pracę przez agencję pracy tymczasowej (typowo praca fizyczna, magazynowa, produkcyjna), pytanie o sport zmienia się dość mocno. Wynagrodzenie jest stabilne, agencja często załatwia zakwaterowanie, ale zakwaterowanie bywa w mniejszych miejscowościach (logistycznych hubach), gdzie do siłowni masz 15 km autem, a do klubu tenisowego 30. Nie znaczy to, że nie da się — znam dwóch chłopaków z Krzyckiej, którzy pracowali sezon w Holandii w szklarniach i wieczorami biegali wzdłuż kanałów. Holandia akurat jest pod tym względem przyjazna: każda dziura ma trasy rowerowe i ścieżki biegowe.

Jeśli pracujesz w IT (jak ja) i lecisz na relokację korporacyjną — sytuacja jest inna. Mieszkasz w mieście, masz benefity sportowe (pakiety typu OneFit, Urban Sports Club, Multisport-equivalent), pracujesz osiem godzin dziennie i wieczory masz wolne. Ja w takim scenariuszu pewnie utrzymałbym tenis (raz w tygodniu) i wspinaczkę (weekend), siłownia by spadła do utrzymania. Tak samo jak teraz robi.

Co realnie tracisz, czego nie

Z naszej rozmowy z Kasią wyszło to: tracisz swoją sieć. Klub, w którym znasz trzech sparingpartnerów. Boulder, w którym wiesz, że we wtorek wieczorem jest fajny rytuał piwa po sesji. Ścieżkę na Ślęży, którą znasz na pamięć. To nie jest nieprzeliczalne — masz cztery–sześć miesięcy aklimatyzacji, zanim zbudujesz analogiczne. Nie tracisz natomiast samej możliwości trenowania: w każdym kraju Europy Zachodniej znajdziesz salę, kort, ścianę, drużynę. Pytanie tylko, ile czasu zajmie ci wbudowanie się w lokalną kulturę. Jeśli budujesz dopiero pierwszy etap nawyku, sprawdź tekst o starcie na siłowni — bo zaczynanie od zera w nowym kraju to dokładnie ten sam scenariusz. A jeśli ciekawi cię, jak naprawdę wygląda kulturystyka w globalnym wymiarze, mam tekst o historii kulturystyki — bo legendy tego sportu mieszkały w pięciu krajach naraz.

Przed wyjazdem — checklist, którą sam bym zrobił

Gdyby Kasia jednak powiedziała „lecimy”, lista byłaby krótka, ale skrupulatna. Klubów najlepiej szukać w Google Maps po angielsku — „climbing gym”, „tennis club”, „CrossFit box” — w pół godziny masz pełen obraz. Budżet sportowy traktuję jako osobną pozycję w arkuszu domowym, między czynszem a jedzeniem: 50–100 EUR/mc to realny rząd wielkości, dolicz dojazdy. Sprzęt, który zostawisz w Polsce. Buty wspinaczkowe (Scarpa Vapor V po sześciu sezonach mam zapasowe), rakieta tenisowa, deska snowboardowa — to wszystko nadgabaryt, ale lepiej zapakować, niż kupować od zera za euro/funty.

Po czwarte (i to jest punkt, który najbardziej pomija się w decyzjach o wyjeździe): weekend testowy. Jeśli możesz, leć do miasta docelowego na trzy dni przed podpisaniem kontraktu. Wejdź na siłownię z dnia na dzień, sprawdź klub tenisowy, pojedź do parku biegowego. Trzy godziny w terenie powiedzą ci więcej niż trzy tygodnie czytania reddita. Ja nigdy się nie zdecydowałem na taką delegację rozpoznawczą i być może to jest właśnie powód, dla którego zostaliśmy. A być może bym pojechał i wrócił przekonany, że trzeba spakować życie.

Czy pakiety sportowe typu Multisport działają za granicą?

Bezpośrednio polski Multisport poza granicami nie działa. Funkcjonalne odpowiedniki to Urban Sports Club (Niemcy, Hiszpania, Francja, Włochy), OneFit (Holandia), ClassPass (UK, Niemcy, USA). Większość pracodawców w IT oferuje któryś z tych pakietów jako benefit, podobnie jak w Polsce.

Czy w UE potrzebuję karty PHE/EHIC do uprawiania sportu w klubie?

Sama karta EHIC dotyczy opieki medycznej w razie wypadku, nie członkostwa w klubie. Klub fitness czy tenisowy zazwyczaj wymaga lokalnego adresu i numeru konta — niektóre sieciówki (PureGym w UK, McFit w Niemczech) akceptują paszport i kartę debetową bez kontraktu długoterminowego.

Ile realistycznie kosztuje uprawianie sportu na poziomie hobbystycznym za granicą?

W Niemczech i UK rocznie 600–1500 EUR/GBP, jeśli kombinujesz siłownię i jeden klub (tenis, wspinaczka, drużynowy). W Norwegii 1500–2500 EUR. W Holandii i Belgii podobnie do Niemiec. Plus jednorazowy zakup sprzętu zimowego, jeśli wcześniej go nie miałeś.

Decyzja o wyjeździe nigdy nie jest tylko o pieniądzach — i to jest dobra wiadomość. Sport jest częścią waluty, w której liczy się jakość życia. Zostaliśmy w Polsce, ale każdy znajomy, który wyjechał, mówi to samo: drogi, krzywe początki, po pół roku przyzwyczajasz się i jest okej. Tylko nie zostawiaj rakiety na strychu, jak będziesz pakował kartony.