wspinaczka
Sporty

Co daje wspinaczka — 6 lat na ściance i w skale, mój uczciwy bilans

W tym artykule (5)
  1. Co poszło z ciałem
  2. Co poszło z głową
  3. Ścianka kontra skała — różnica jest większa, niż się wydaje
  4. Sprzęt — co naprawdę kupić na start
  5. Czego się wystrzegać

Pierwszy raz na ściance byłem w 2019. Kolega z roboty, który już wtedy chodził regularnie, wepchnął mnie na sesję na GravitON Wrocław — wziął uprząż, kazał założyć buty (za ciasne, jak to buty wspinaczkowe), pokazał gdzie się asekuruje i puścił mnie na drogę 5a. Spadłem z czwartego chwytu, bo zapomniałem oddychać. Drugi raz spadłem z piątego, bo zapomniałem ugiąć nogi. Wróciłem do domu z palcami, które bolały mnie przez tydzień (ze sześćdziesiąt godzin telewizora i prawie żadnej siły chwytu). I wiesz co — wróciłem na ściankę dwa tygodnie później. Sześć lat później dalej tam jestem, z tą różnicą, że dziś wbijam czasem 5b on flash i męczę się latami nad projektami 6a.

To tekst o tym, co wspinaczka faktycznie ze mną zrobiła — nie z perspektywy lekarza ani trenera (nie jestem żadnym z tych dwóch), tylko z perspektywy faceta, który robi to weekendowo od 2019. Co konkretnie poprawiło się w ciele i w głowie, na co bym uważał, i czego się nie spodziewałem. U ciebie może wyjść inaczej, ale chyba parę punktów się przełoży.

Co poszło z ciałem

Pierwsza rzecz, którą zauważyłem już po dwóch miesiącach regularnych sesji (powiedzmy: dwa razy w tygodniu po dwie godziny) — siła chwytu. Otwieranie słoików w domu przestało być problemem. Pewnie to brzmi jak dowcip, ale jeśli pracujesz osiem godzin przy klawiaturze tak jak ja, to twoje przedramiona są w stanie atrofii, której wcześniej nie zauważałeś. Po pół roku regularnej wspinaczki łapiesz książkę za grzbiet jednym ręką i się dziwisz, że kiedyś ci to nie wychodziło.

Drugi efekt to plecy i obręcz barkowa. Wspinaczka to dużo pracy łopatkami i mięśniami przykręgosłupowymi (chwyt + odepchnięcie nogami + balans), a ja przez osiem godzin dziennie siedzę zgarbiony nad laptopem. Po roku regularnego chodzenia na ściankę bóle w odcinku piersiowym, które miałem od liceum, po prostu zniknęły. Z mojego doświadczenia — nie zniknęły dlatego, że wzmocniłem mięśnie (choć tak), tylko dlatego, że nauczyłem się aktywować łopatki, czego wcześniej nie umiałem.

Trzeci efekt — i tego się nie spodziewałem — zakres ruchu. Wspinając się musisz czasem podnieść kolano do brody albo zrobić rozkrok, który jeszcze rok temu wydawałby ci się niemożliwy. To nie joga, ale efekt elastyczności jest realny. Po roku spokojnie dotykam czołem kolan w skłonie, czego nie robiłem od podstawówki.

Co poszło z głową

Tu sprawa jest ciekawsza. Wspinaczka jest jednym z nielicznych sportów, w których głowa jest realnie zajęta przez całą sesję. Nie da się myśleć o pracy, kiedy jesteś osiem metrów nad ziemią i musisz ogarnąć kolejny chwyt. Mózg dostaje przerwę — czego, jak siedzisz cały dzień przed kodem, naprawdę potrzebuje. U mnie po sesji na ściance wracam do domu spokojniejszy niż po godzinie medytacji (nie żebym próbował medytacji długo).

Drugą rzecz, która mnie zaskoczyła, to relacja z lękiem. Kiedy zaczynasz się wspinać, masz strach przed odpadnięciem (nawet z liną) — to naturalne. Po pewnym czasie ten strach nie znika, ale uczysz się go akceptować i działać mimo niego. Brzmi jak coaching, ale to akurat działa. Ten sam mechanizm potem przenosi się na inne sytuacje — prezentację w pracy, trudną rozmowę, cokolwiek.

Ścianka kontra skała — różnica jest większa, niż się wydaje

Pierwsze trzy lata jeździłem tylko na ściankę. Po tych trzech latach pojechałem pierwszy raz w Jurę Krakowsko-Częstochowską, do Podlesic. I dostałem manto. Chwyty są inne (nie ma takich uchwytów w skale, jakie znasz ze ścianki, są naturalne nierówności i trzeba je dopiero czytać), tarcie zależy od pogody, a zegar odpada w momencie kiedy wjeżdżasz w obstrzał słońca o trzeciej po południu. Drogi 5b w Podlesicach to nie jest to samo co 5b w GravitONie — w skale wszystko jest trudniejsze o jeden stopień.

Drugie miejsce, do którego jeżdżę regularnie, to Rzędkowice. Tam z kolei dostajesz nieco inną geologię — większe, bardziej poziomowe formacje, bardzo fotogeniczne. Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałeś naturalnej skały, polecam zacząć od jednej z tych dwóch lokalizacji — z partnerem, który już to umie, bo asekuracja w skale to zupełnie inna bajka niż na ściance.

Sprzęt — co naprawdę kupić na start

Zanim zaczniesz inwestować, sprawdź najpierw 3-4 sesje na wypożyczonym sprzęcie. Większość ścianek (GravitON i konkurencja w innych miastach to standard) wypożycza buty, uprząż i przyrząd. Jeżeli po tych kilku razach nie odpada ci ochota — kupuj swoje. U mnie kolejność wyglądała tak:

Co kupićZakres cenyUwagi
Buty wspinaczkowe350-600 złPierwsza para — neutralne, niezbyt agresywne. Scarpa Origin, La Sportiva Tarantulace albo Five Ten Anasazi.
Uprząż200-400 złCoś z Petzla albo Black Diamond. Dopasowanie ważniejsze niż marka.
Przyrząd asekuracyjny250-500 złPolecam asekurator z hamowaniem (Petzl GRIGRI). Zacisk Reverso/ATC tylko dla bardziej zaawansowanych.
Worek na magnezję + magnezja80-150 złDowolny, byle pasował do paska. Magnezja w bloku albo w kulkach.
Kask200-400 złTylko skała. Na ściance niepotrzebny.

Łącznie wychodzi 1100-2000 zł na start, ale rozłóż to na kilka miesięcy. Najpierw buty, potem uprząż, potem reszta. Buty wymieniam mniej więcej co 18-24 miesiące przy moim tempie chodzenia (raz, czasem dwa razy w tygodniu).

Czego się wystrzegać

Pierwsza pułapka — przesadne kupowanie sprzętu na początku. Ludzie w sklepach lubią tłumaczyć, że potrzebujesz butów na konkretny styl, butów do bouldera, butów do okapu i jeszcze jednej pary do dłuższych dróg. To bzdura, jeśli wspinasz się weekend-warrior style. Jedna para wystarczy przez pierwszy rok bez problemu.

Druga pułapka — przeciążenie palców. Wspinacze regularnie kontuzjują pierścienie palców (A2, A4) przez zbyt agresywne łapanie crimpów w pierwszych miesiącach. Reguła, którą sobie wbiłem do głowy: jeśli czujesz, że palec ci pyka albo strzela podczas chwytu, schodzisz na dół i kończysz sesję. Tydzień przerwy lepszy niż trzy miesiące rehabilitacji.

Trzecia rzecz — partnerzy do asekuracji. Wybieraj świadomie. Asekurator, który nie patrzy na ciebie, tylko na telefon, to gorszy kolega niż brak partnera w ogóle. Ja z moimi stałymi ekipami zrobiłem już ze trzysta sesji i mogę spaść w dowolnym momencie z pełnym zaufaniem.

Czy wspinaczka jest niebezpieczna?

Na ściance — niewiele bardziej niż siłownia, jeśli przestrzegasz zasad asekuracji i uczysz się od kogoś doświadczonego na początku. W skale ryzyko rośnie i potrzebujesz partnera, który naprawdę umie asekurować. Najczęstsze kontuzje to przeciążenia palców, nie upadki.

Ile zajmuje, zanim wbiję pierwszą piątkę?

Z mojego doświadczenia: 5a to kwestia 4-8 tygodni regularnego chodzenia (dwa razy w tygodniu). 5b on flash przyszło u mnie po jakichś 2-3 latach. Zależy od poziomu wyjściowej kondycji i tego, ile umiesz pracować nogami zamiast siłą rąk.

Czy mogę zacząć po trzydziestce?

Spokojnie. Zaczynałem w wieku 26 lat i poznałem na ściance ludzi, którzy zaczęli po pięćdziesiątce. Kluczowe nie jest młody wiek, tylko to, czy regularnie się pojawisz. Dodatkowo starsi wspinacze często radzą sobie lepiej technicznie, bo mniej idą na siłę.

Jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć — najprościej zarezerwuj sesję na ściance w swoim mieście, weź kogoś znajomego, wypożycz sprzęt, spróbuj. Po więcej kontekstu o samej infrastrukturze poczytaj o ściankach wspinaczkowych, a jeśli interesuje cię inny sport, w którym ciało i głowa pracują razem — zerknij na canyoning, też mocno polecam.